środa, 21 września 2016

Recenzja #5: Remigiusz Mróz "Przewieszenie"


    "Ekspozycja" wydawała wam się genialna? To jest jeszcze bardziej genialne. A jeśli "Ekspozycja" was nie przekonała, choć to chyba trudne, to koniecznie zabierajcie się za "Przewieszenie". Jak to was nie przekona, to ja nie wiem co to by musiało być ;)
    "Przewieszenie" to druga część z trylogii o komisarzu Wiktorze Forście. Nie będę za bardzo rozpisywać się na temat fabuły, nie chcąc zdradzać nic z pierwszego tomu, czyli z "Ekspozycji". W dużym skrócie chodzi o to, że po górach chodzi morderca i spycha ludzi ze szlaku i oczywiście nasz Wiktor Forst rusza jego śladem.
    Nigdy nie byłam w górach, czy to naszych rodzimych czy jakichkolwiek innych, dlatego nie wiedziałam do końca o jakich miejscach pisze Remigiusz Mróz. Opisy tych miejsc są jednak tak plastyczne i ładne, że nie sposób ich sobie nie wyobrazić. Czytanie tych opisów przyrody jest czystą przyjemnością. 
    Nie wiem czy polubiłam panią Dominikę Wadryś-Hansen, czy raczej nie. Z jednej strony trochę ją rozumiem, jej poświęcenie dla sprawy i to dążenie do celu, z drugiej często mnie denerwowała. Postanowiłam powstrzymać się na razie od jednoznacznej opinii co do jej osoby i określić się po lekturze trzeciego tomu, czyli "Trawersu". 
    Jak co do Dominiki mam mieszane odczucia, tak zdecydowanie polubiłam Osicę, przełożonego Forsta. Po lekturze "Ekspozycji" nie mogłam powiedzieć, że go nie lubię, ale nie wzbudził we mnie jakiejś ogromnej sympatii, był mi raczej obojętny. Za to po "Przewieszeniu" naprawdę go polubiłam. To wszystko co robił dla Wiktora było naprawdę wspaniałe. I nie sposób jest się nie uśmiechnąć, podczas niektórych ich dialogów:
    No i nie sposób nie wspomnieć o samym Forście. W pierwszym tomie wzbudził on moją sympatię i po lekturze tego tomu ta sympatia mogła jedynie wzrosnąć i tak też się stało. Dodatkowo współczułam mu wszystkich rzeczy, które się tu działy. Można mieć pewne dylematy moralne co do pewnej rzeczy, którą zrobił w "Ekspozycji" - kto czytał ten wie - ale zwyczajnie nie sposób mu tego wszystkiego nie współczuć. Naprawdę go polubiłam, pomimo jego, nie ukrywajmy, niezbyt łatwego charakteru. 
    Bardzo podobały mi się także rozdziały z perspektywy samego mordercy, Iwo Eliasza. Nie było ich zbyt wiele, ale ciekawie było wniknąć w umysł tego człowieka, dowiedzieć się co siedzi mu w głowie. Nie mogę na ten temat zbyt dużo powiedzieć, ale zrobiło to na mnie niemałe wrażenie.
    Nie jestem pewna czy wspominałam o tym w recenzji "Ekspozycji", ale bardzo lubię w tej trylogii mnogość charakterów. Jak w pierwszym tomie moje odczucia co do postaci były dosyć uporządkowane - lubiłam tych dobrych, a nie lubiłam tych złych - tak tu nie było tak łatwo. Postać Aleksandra Gerca kompletnie nie przypadła mi do gustu. Jest dobrze skonstruowana, pewnie nie jeden czytelnik będzie mógł odczuć do niego jakąś tam sympatię, ale mnie on zwyczajnie drażnił. Dominika Wadryś-Hansen, jak wspominałam, jest dla mnie niejednoznaczna, raz ją lubię, a raz wyzywam od najgorszych ;) I inne postaci, których nie będę już tu rozkładać na czynniki pierwsze. Bohaterowie u Mroza są po prostu różnorodne, jak ludzie - nikt nie jest całkiem dobry albo całkiem zły. Każdy ma swoje słabości, swoje za uszami i swój własny charakter, który czytelnikowi może przypaść do gustu, albo nie. I to jest właśnie fajne i urozmaica lekturę, bo ja na przykład lubię czasem podenerwować się na jakąś postać, bo według mnie robi głupoty, albo ma jakąś irytującą dla mnie cechę. To sprawia, że ci bohaterowie wydają się bardziej realni, ma się wrażenie, że mogliby żyć w normalnym świecie, tuż obok nas.
    Dodam jeszcze, że tę książkę czytałam dosyć długo, jak na fakt, że ma tylko 462 strony, ale nie przez to, że była kiepska, albo źle się zaczynała - zwaliłabym to raczej na stres związany ze studiami, ponieważ czekała mnie rejestracja internetowa na zajęcia, a idę na pierwszy rok, więc nie do końca wiedziałam o co z tym chodzi ;) Aż dziwne, że już pierwszorocznym to dali. Dzisiaj udało mi się to wszystko zrobić już rano i jak po rejestracji usiadłam do książki, to połknęłam ją w jeden dzień. Przy czym ostatni tydzień przeczytałam raptem 100 stron, a dzisiaj pozostałe 362 :) Tak więc książka naprawdę wciąga, ale jednak nie jest takim miłym czytadłem, jak jakiś romans czy inne young adult, więc nie polecam czytać w jakimś bardziej stresującym okresie. Ja zwyczajnie nie mogłam się skupić. 
    Warto jeszcze dodać, że zakończenie tej części znowu jest jednym wielkim "bum!". Następuje moment kulminacyjny, po czym wszystko trochę się uspokaja, opadają największe emocje, a tu nagle w ostatnim rozdziale jest coś MEGA. I jak aż otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia, tak po chwili zastanowienia mam pewne obawy jak autor z tego wybrnie. Zaufam, że nie będzie to nic głupiego i od razu zabieram się za lekturę "Trawersu" :) 

poniedziałek, 5 września 2016

Recenzja #4: Remigusz Mróz "Ekspozycja"


    Zawsze jakoś unikałam polskich autorów książek. Przeczytałam takich kilka w życiu, ale zazwyczaj przez przypadek, bo nie było co czytać, a leży na półce i się kurzy przez kilka lat, to przeczytam. Do książek Mroza zabierałam się przez... no, przez dobre pół roku. Albo nie miałam ochoty na kryminał, albo zniechęcały mnie przedstawione w książce, jakby nie patrzeć, polskie realia. Jednak ostatnio przez pewien czas miałam takiego kaca książkowego, że nie byłam w stanie czytać kompletnie nic. Żadna książka nie była w stanie mnie wciągnąć. Zrobiłam sobie kilka dni przerwy, a potem kompletnie spontanicznie sięgnęłam po mojego "kundelka" i odpaliłam "Ekspozycję". 

    Od pierwszych stron polubiłam komisarza Wiktora Forsta. To niesamowicie charakterny człowiek, ciężki w obyciu i z chamskim poczuciem humoru. Śmiałam się w głos z niektórych jego odzywek. Szybko obyłam się z tym, co zawsze mnie drażniło, czyli... z polskimi imionami w książce. Nigdy nie umiałam tego znieść, ale tutaj było okej. Po pierwsze dlatego, że bohaterowie często zwracali się do siebie po nazwisku, a po drugie z czystej sympatii do historii. Potem te wszystkie nowoczesne słowa - "tweetnąć" czy "Pyrkon", a także przeróżne nazwy stron internetowych, McDonalda, organów polskiej polityki... w pewnym momencie to zaczęło mi się podobać. Czułam się bardziej związana z bohaterami, widząc, że żyją w tym samym świecie co ja, w tych samych realiach. 
    Co do samej historii, jest niesamowita. I kompletnie nie do przewidzenia. Nigdy w życiu nie wpadłabym na takie rozwiązanie, na jakie wpadł Mróz. No i na każdej stronie coś się dzieje, akcja nabiera coraz większego tempa. Może to ja jestem mało domyślna, ale byłam zaskakiwana niemal co kilka stron. Nie mogę tutaj nic za bardzo powiedzieć, bo niemal wszystko byłoby spoilerem. Dodatkowo fajną sprawą jest fakt, że nie cała historia dzieje się w naszym kraju, ale jednak te inne kraje są obserwowane oczami Polaków - a więc przedstawione są tak, jak znamy je my, czytelnicy, z mediów, z polityki, z wiadomości, ze szkoły, z książek. Naprawdę świetnie. 
    Książkę przeczytałam w trzy dni, przy czym pierwsze dwa były dla mnie mozolnym pokonywaniem kaca książkowego. Przeczytałam podczas nich raptem 20% książki (około 96 stron, ale kindle tego mi nie powie ;)), a trzeciego dnia pozostałe 80%. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania. I po szokującym zakończeniu - i mówię tu o dosłownie ostatnim zdaniu - od razu ma się ochotę sięgnąć po "Przewieszenie", co ja bezzwłocznie uczyniłam. I zaczyna się nieźle, ale cokolwiek więcej będę mogła powiedzieć, kiedy skończę czytać.  

piątek, 12 sierpnia 2016

TBR na 7ReadUp

Dla niezorientowanych - Martha Oakiss z kanału bloga Secret Books organizuje po raz kolejny maraton czytelniczy 7ReadUp. Więcej info na ten temat znajdziecie na jej blogu:
http://secret-books.blogspot.com/p/readweek.html
TBR jest od 15.08-21.08.2016
Ja nie będę już tłumaczyć tutaj zasad. Jako, że nie chcę narzucać sobie żadnych kategorii książkowych, a ma to być dla mnie tylko zmotywowanie, żeby przeczytać pewne książki, zdecydowałam się na wersję easy. Ostatnio, przez okres maturalny, a także przez oczekiwanie na przyjęcie na studia, kompletnie nie mogłam się skupić na czytaniu. Zaczynałam książki, po czym ich nie kończyłam. Przez to podczas bookathonu nie przeczytałam ani jednej książki w całości, co jest totalnie beznadziejne. Nie wiem czy podczas 7ReadUp uda mi się uzbierać stosik 7 cm, ale chcę dokończyć kilka książek, a to ma być moja motywacja.
A więc tak prezentuje się mój TBR:
1) Stephen King "Lśnienie" - przeczytałam 312 stron, zostało mi ich 208, mam nadzieję skończyć to pierwszego dnia maratonu.
2) "Miasto kości" Cassandry Clare - przeczytałam 322 strony, zostało mi 190 stron. Czytałam już kiedyś "Dary Anioła", chyba w gimnazjum, ale przeczytałam, o ile się nie mylę, tylko dwa pierwsze tomy. Teraz chciałam do tej serii wrócić i przeczytać ją do końca. Mam nadzieję, że w końcu mi się to uda.
3) "Królowa cieni" Sarah J. Maas - tutaj przeczytałam tylko kilka stron, zacznę ją od nowa. Mam zamiar przeczytać 4 tom, bo zaczął się dobrze, ale nie mogłam się zmobilizować.

Poza tym ostatnio zaczęłam "Powietrze, którym oddycha" Brittainy C. Cherry, ale tą książkę czytam i mam nadzieję, że skończę ją w tym tygodniu, więc nie dopisuję jej jako mój punkt na TBR - po prostu ewentualnie ją dokończę podczas maratonu i wtedy w podsumowaniu doliczę te kilka stron.

Lekarstwem na mojego kaca książkowego okazał się powrót do "Harry'ego Pottera", więc chciałabym podczas 7ReadUp'u przeczytać
4) "Więźnia Azkabanu" J.K. Rowling.

Poza tym, jeśli poszłoby mi dość dobrze i skończyłabym te 4 (5?) książek podczas pierwszych kilku dni, chciałabym zabrać się także za
5) "Dwór cierni i róż"  (bądź ACOTAR :P) Sarah J. Maas
oraz za
6) "Ekspozycję" Remigiusza Mroza
Te dwie ostatnie pozycje to książki, za które zabieram się od dawna i nie mogę się zmobilizować, więc może teraz mi się uda, ale to 3 pierwsze pozycje są moim bezwzględnym Must Read na ten tydzień.

Jeśli uda mi się dokończyć te obowiązkowe 3, mój stosik wyniesie 9 cm, więc główne wyzwanie (przeczytaj 7 cm) zostanie spełnione.
A jeśli uda mi się przeczytać wszystko co planuję, to mój stosik wyniesie 19 cm. Szał :P Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby mi się udało. Gdybym była w formie czytelniczej, to czemu nie, ale miałam zbyt długi kryzys, żeby tak nagle wbić się w taki maraton. Jeśli przeczytam te 3 obowiązkowe książki, to i tak będę z siebie naprawdę zadowolona i pozbędę się wyrzutów sumienia, że trzy naprawdę dobre książki stoją takie napoczęte, niechciane, porzucone... ;)
Tak więc no. Trzymajcie się ciepło i czytajcie.
Pozdrawiam!

Niepopularne opinie o popularnych książkach

Jestem osobą, której często podobają się te książki, które podobają się wszystkim. Lubię "Szklany tron", "Czas Żniw", "Władcę Pierścieni", "Eragona" i inne takie książki. Jednak mam parę takich książek, postaci czy fabuł, które po prostu mi się nie podobają, choć mają naprawdę szerokie grono miłośników. Dlatego stwierdziłam, że zrobię ten TAG i w końcu wyleję swoje żale na światło dzienne ;)

NIEPOPULARNE OPINIE O POPULARNYCH KSIĄŻKACH

1. Popularna książka lub seria, której nie lubisz.
"Hopeless" i "Trylogia Grisha" to jedyne co przychodzi mi w tej chwili do głowy. Przy "Hopeless" zmarnowałam jedno całe popołudnie. Czytałam, bo słyszałam wiele pozytywnych opinii. W trakcie czytania cały czas miałam nadzieję, na nagły obrót akcji, coś, co mnie zaskoczy, co sprawi, że zmienię zdanie, ale nic takiego nie otrzymałam. Unikałam spoilerów jak tylko mogłam, wiedziałam tylko ogólny zarys - że romans, że new adult, że nastolatka i chłopak, że tajemnice z przeszłości. I domyśliłam się prawie wszystkiego, co związane ze Sky (może poza końcówką - jej mama, kto czytał ten wie). Z tym jej chłopakiem (jak on się nazywał?!) miałam większą zagwozdkę, nie zgadłam, więc był element zaskoczenia, ale nie przeżyłam żadnego szoku, żadnych większych emocji. Tematyka na plus, naprawdę, książka o czymś takim mogłaby być prawdziwą perełką. Jak dla mnie niestety zmarnowany potencjał. 
Co do "Trylogii Grisha", przeczytałam pierwszy tom. Cieszę się, że kupiłam go za kartę prezentową do Matrasa, dzięki czemu nie zmarnowałam swoich pieniędzy. Czytałam tą książkę jakieś trzy dni, choć jest dosyć krótka. Nie powiem, że była beznadziejna, tematyka była okej, naprawdę. Ale bohaterowie, wszyscy bohaterowie, totalnie mnie od siebie odpychali. Najbardziej ten facet, Darkling (?), ale tak ogólnie to nikogo tam nie polubiłam. Wszyscy byli nijacy. No i nie wiem co Alina lubiła w Darklingu. Naprawdę nie wiem. (Czy ja na pewno dobrze pamiętam imię tego faceta? :D). Tu również widzę zmarnowany potencjał, bo uniwersum ciekawe, ale niestety historia mnie nie zachwyciła. I nie zamierzam tego kontynuować.

2. Popularna książka lub seria, której nikt nie lubi, a ty ją kochasz.
Z tym pytaniem mam problem, ponieważ rzadko tak się zdarza. Ja czasem nie lubię książki, którą wszyscy lubią, ale jak większość krytykuje książkę, to ja zazwyczaj też za nią nie przepadam. Jednak jak tak pogłówkowałam, to wymyśliłam w końcu "Psalmodię" Michała Krzywickiego. Nie widziałam wielu recenzji, właściwie to prawie żadnej, ale na Lubimy Czytać ta książka zbiera naprawdę negatywne opinie. I fakt, jest ciężka, jest historyczna, jest o chrystianizacji... z lekka "Krzyżakami" zawiało ;) ale to na prawdę zupełnie coś innego! Ta książka jest genialna, ciekawa. Dobra, jeśli kogoś nie interesuje kto tam rządził w Polsce w dawnych czasach, albo jak wyglądało średniowiecze, to pewne wstawki mogą go nudzić, ale sama historia? Jest trochę magii, jest miłość, są nawet rozdziały pisane z perspektywy Diabła. Ta książka jest naprawdę dobra, a fakt, że napisana przez historyka, tylko jej dodaje zalet i ciekawych smaczków, dla kogoś, kogo interesuje średniowiecze, tak samo jak mnie :)

3. Trójkąt miłosny, w którym bohaterka wybrała złą osobę.
Czy kogoś tu zdziwi, że powiem o "Igrzyskach Śmierci" Suzanne Collins? Naprawdę, Katniss? Poważnie? Ja nie wiem jak ona mogła wybrać tego, którego wybrała, no po prostu nigdy tego nie zrozumiem. Nigdy.

4. Popularny gatunek, po który rzadko sięgam.
Romans. Raczej unikam romansów, bo rzadko mi się podobają. Jakoś nie przepadam za książkami, które opowiadają o takim normalnym życiu, o chodzeniu do pracy, o byciu w związku... nawet jeśli wplecie się tam jakieś życiowe dramaty, niezbyt mnie to kręci. W całym moim życiu podobały mi się jak na razie tylko "Listy pisane miłością" Jamesa Pattersona a także "Przypadkowy mężczyzna" (wątek homoseksualny) Philippa Bessona. No i teraz czytam "Powietrze, którym oddycha" i jestem jak na razie całkiem usatysfakcjonowana, choć nie jest to jakaś wybitna książka, ale całkiem przyjemne czytadło. 
Wydaje mi się, że wolę romanse o starszych ode mnie ludziach :P

5. Postać, którą wszyscy lubią, ale ty za nią nie przepadasz.
Nie przepadam za Willem z "Diabelskich Maszyn". James, Jame (?) jego za to kocham. Naprawdę, uwielbiam gościa. 
No i nie tyle nie lubię, co po prostu nie mogę przekonać się do Magnusa Bane'a z "Darów Anioła". TU POJAWIA SIĘ MAŁY SPOILER DO DARÓW ANIOŁA, WIĘC JAK KTOŚ NIE CZYTAŁ, A ZAMIERZA, TO POLECAM PRZEJŚĆ OD RAZU DO NASTĘPNEGO PYTANIA
Lubię wątki homoseksualne w literaturze (Alec! <3) i z reguły mam słabość do bohaterów z tą orientacją (Alec! <3) i uwielbiam jak są w związkach. I tak, lubię Aleca z Magnusem. Jeśli powstanie książka o tym duecie, będę lecieć do księgarni na złamanie karku. Nie chcę czytać "Kronik Bane'a", bo za samym Magnusem, jak mówiłam, nie przepadam, a słyszałam, że o jego związku z Aleciem (tak to się odmienia?) jest tam raczej mało. Podsumowując - lubię Magnusa i Aleca, lubię ich związek. Nie chodzi o to, że nie lubię Magnusa, bo nic do gościa nie mam, ale po prostu jest taki... średni. Coś mi w nim nie gra. Ale nic do gościa nie mam. Kocham Aleca, on kocha Aleca, coś nas łączy :')

6. Popularny autor, do którego nie jestem przekonana.
Colleen Hoover. Przeczytałam jej "Hopeless" i, choć nie lubię skreślać autorów po jednej książce, to to zwyczajnie zraziło mnie do tej autorki. A fakt, że pisze new adult jeszcze bardziej, bo ten gatunek to nie mój konik.

7. Popularny motyw, którym jestem zmęczona.
Powiedziałabym, że trójkąty miłosne, bo są wszędzie, ale nie oszukujmy się - przy każdej kolejnej książce z trójkątem miłosnym mam swoje OTP, któremuś bohaterowi kibicuję, wzbudza to moje emocje, więc nie jest to takie złe.
Za to jestem niesamowicie zmęczona głównymi bohaterkami, które są takie biedne, takie słodkie, takie piękne, ale uważają, że są takie brzydkie, nie umieją nic ze sobą zrobić, nie wiedzą jak radzić sobie w życiu i ogólnie nic tylko iść się pociąć. Po czym przychodzi taki super hiper ekstra mega gość z mięśniami, taki bad boy, co to nie ja, najlepszy w szkole i zakochuje się w tej małej, cichej, szarej myszce, co to nikt jej nie lubi, poza jednym jedynym przyjacielem (albo gej, albo nerd komputerowy), po czym dziewczyna pod wpływem tego bad boya nagle poznaje super ludzi, wychodzi z dołka, wierzy, że jest ładna i super i ekstra. No ludzie, serio? 

8. Popularna seria lub książka, której nie zamierzam czytać.
"Niezgodna". Obejrzałam pierwszą część filmu i podobało mi się naprawdę bardzo średnio. Byłam zawiedziona, bo liczyłam na coś dużo lepszego. Ale stwierdziłam, że nie interesuje mnie jak potoczą się dalsze losy bohaterów, to kompletnie nie dla mnie. Dałam sobie spokój z czytaniem książek. Czy obejrzę dwa kolejne filmy nie wiem, ale raczej nie.

9. Filmy i seriale, które powstały na podstawie książek i podobały mi się bardziej niż książki.
Kocham ekranizację "Cmętarza dla zwieżąt" (pamiętam, że były celowe błędy ortograficzne, ale nie pamiętam w których miejscach, wybaczcie ;')) Stephena Kinga. Książka była super w ogólnym podsumowaniu, ale podczas czytania trochę się męczyłam. Za to ekranizacja była naprawdę mocna.

Wygląda na to, że to byłoby na tyle ;)
Pozdrawiam!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Recenzja #3; Książka czy film#1: J.K. Rowling "Harry Potter i Komnata Tajemnic"


Przyznaję, że zawsze miałam spory problem z drugą częścią tej serii, a w każdym razie z jej ekranizacją. Jak końcówka jest w porządku, tak przez większość czasu film nieco mi się dłuży. Miałam pewne obawy co do książki, a nie pamiętam za nic czy jak byłam dzieckiem, to czy mi się podobała. W każdym razie teraz było naprawdę w porządku.
Zacznijmy od początku - jak nie lubiłam Dursley'ów, tak teraz całkowicie ich znienawidziłam. Po prostu nieznośni ludzie. Bardzo podobał mi się opis Nory i oczywiście relacje państwa Weasleyów z dziećmi. Molly jest przewspaniałą matką :D 
Mój jedyny problem zawsze był jest i będzie z Gilderoyem Lockhartem. Ja wiem, że to postać, która ma od siebie odrzucać, której nikt nie lubi, ale ja mam na gościa alergię. Naprawdę, wolę Voldemorta i Umbridge razem wziętych niż tego jednego faceta :P Ciężko mi było przebrnąć przez te fragmenty z nim. I myślę, że także na tym polega mój problem z filmem - nie wiem czy wykreowany przez moją wyobraźnię czy ten filmowy Lockhart jest bardziej denerwujący. Prześcigają się w tym jeden przez drugiego. Szału można dostać. 
Sama akcja oczywiście ciekawa. Pani Rowling przestaje się cackać z czytelnikami (SPOILER - ZAZNACZCIE BIAŁY FRAGMENT ŻEBY PRZECZYTAĆ mówię tu o bazyliszku i tym, jak wbił Harry'emu kieł w ramię. W pierwszej części opis walki z Voldemortem (Quirellem) był opisany bardzo ogólnikowo, w filmie było bardziej obrazowe, co oczywiście zrozumiałe. Tutaj już zaczynamy dowiadywać się, że nasi bohaterowie krwawią ;)).
Nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy bardziej podoba mi się książka czy film. Film jest lepszy jeśli chodzi o wyobrażenie sobie akcji. Ja wiem, że to książka dla dzieci, więc opis sceny z pająkami nie będzie taki, jaki mógłby być, ale w filmie zostało to dobrze przedstawione. W tej części moja wyobraźnia po prostu nie miała pola do popisu i to trochę bolało. Jeśli jednak mam to oceniać jako książkę dla grupy docelowej, czyli dzieciaki w wieku, ja wiem, 10-13 lat, to jak najbardziej, rewelacyjnie. Moim zdaniem jest to część dobra, ale gorsza niż część pierwsza. Wiem, że od 4 będą to książki bardziej dla starszych odbiorców i liczę, że wtedy opisy będą pożywką dla wyobraźni, a nie tylko zarysowaniem akcji :)
Polecam zarówno książkę jak i film. Film bardziej pod względem obrazów, przedstawienia całej sytuacji, a książkę pod względem fabularnym. I tyle :D
Książkę oceniłam 7/10 w skali lubimyczytać i 5/5 w skali goodreads (nie lubię skali na goodreads, daje małe pole do oceny). 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Recenzja #2: J.K. Rowling "Harry Potter i Kamień Filozoficzny"

Nie jestem z pierwszego pokolenia, które dorastało z Harrym Potterem. Kiedy te ówczesne dzieciaki zaczytywały się w przygodach Harry'ego, Rona i Hermiony, ja dopiero poznawałam literki. A, choć nauczyłam się czytać już w wieku 5 lat, pierwszą część Harry'ego Pottera dostałam do swoich łapek, kiedy skończyłam 11 wiosen. Od tamtego czasu co roku od mamy dostawałam kolejną część na urodziny. Dzięki temu dorastałam z Harrym, w każdej części byłam w jego wieku, a moja przygoda z nim dobiegła końca, kiedy miałam 17 lat, dobre 4 lata temu. tak samo jak nasz główny bohater. Pamiętam, że bardzo lubiłam przygody Chłopca, Który Przeżył. Zaczytywałam się w kolejnych tomach, oglądałam po tysiąc razy ulubione części filmów. Teraz, dziesięć lat po przeczytaniu pierwszej części, postanowiłam powrócić do magicznego świata czarodziei. 
Obawiałam się trochę tego ponownego spotkania. Bo, jak ostatnie części kierowane były już do dorastającej młodzieży, tak początkowe - nie ukrywajmy - są o dzieciach. Bałam się, że jako dorosła już osoba spojrzę na tą książkę zbyt krytycznym okiem. Że stwierdzę, że jedenastolatki zachowują się zbyt dorośle, albo może, że język pani Rowling jest zbyt dziecinny. Zbierałam się do powrotu do Hogwartu przez dwa miesiące, obawiając się, że zepsuję sobie wspomnienia z dzieciństwa i zaczytywania się w "Harrym Potterze" nocami z latarką pod kołdrą z wypiekami na twarzy. Aż w końcu, po kilku kompletnych książkowych niewypałach, do końca których nawet nie próbowałam dobrnąć, stwierdziłam "raz się żyje". Zdjęłam stare, zakurzone wydanie "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego", zaparzyłam sobie ulubionej kawy, wybrałam najładniejszą zakładkę, wzięłam kota na kolana i pogrążyłam się w lekturze.
Wszystkie moje obawy co do tego, że spojrzę na tą książkę zbyt dorosłym okiem były bezpodstawne. Może i były momenty, kiedy Harry, Ron i Hermiona rozmawiali trochę dorosłym językiem, albo wysnuwali wnioski, na jakie mogłoby nie wpaść dziecko w ich wieku, ale ani trochę to nie raziło. 
Jest trochę naiwny fakt, że dziesięcioletni chłopiec robi to, co robi na końcu (nie chcę zaspoilerować nic komuś, kto ma przygodę z Harrym przed sobą), no ale w porządku. Nie czepiam się. To fantasy, tam dziwniejsze rzeczy się zdarzają :P 
Połknęłam tą pierwszą część w jedno niecałe popołudnie, z krótkimi przerwami na jakieś domowe obowiązki. Zakochałam się na nowo. Wszystkie Pottermore i inne cuda mówiły mi raz, że jestem w Ravenclaw raz, że w Hufflepuff. Po głębszym zastanowieniu, analizie zarówno Potterowskiej wikii jak i piosenki Tiary Przydziału stwierdziłam, że ostatecznie Ravenclaw. 
Zakochałam się. Naprawdę od nowa się zakochuję. Nie umiem spojrzeć na tą książkę pod kątem książkowych związków - po pierwsze mamy do czynienia z dziećmi, po drugie... to Harry Potter, to moje dzieciństwo. Nie umiem patrzeć na tych bohaterów pod tym kątem. 
Uwielbiam całe trio. Nawet ten początkowo przemądrzały ton Hermiony kocham ;) Przypomniałam sobie jak urodziła się przyjaźń między tą trójką. Także ze względu na to tą książkę powinno przeczytać każde dziecko. Mówi o najważniejszych w życiu wartościach - o przyjaźni, miłości, odwadze, poświęceniu się dla przyjaciół, o tym, że dobro zawsze zwycięża, że prawda jest ważna. Może to trochę wyidealizowane prawdy, ale jakże prawdziwe. Dla dziecka poznającego świat, a także dla dorosłych, gubiących w pośpiechu dnia codziennego to, co najważniejsze, to naprawdę ważne. Za dzieciaka zaczytywałam się w Harrym poznając jego przygody, zakochując się w tym wszystkim, co on robi, w jego odwadze i poświęceniu. Może wtedy podświadomie wyłapywałam te wszystkie wartości, tego teraz nie stwierdzę. Pewnie tak. Ale teraz, jako dorosła osoba, która czyta trochę lepiej między wierszami niż jedenastoletnie dziecko, widzę doskonale to wszystko, co autorka chciała przekazać, czego chciała nauczyć swoich czytelników. To ciekawa, piękna historia z wspaniałymi bohaterami, cudownymi cytatami i mądrymi wartościami. Zdecydowanie warto do niej wrócić, lub przeczytać ją raz jeszcze, jeśli w dzieciństwie nie miało się ku temu okazji.
"Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny" oceniłam 8/10 (rewelacyjna) w skali Lubimy czytać.

Mam nadzieję, że do końca sierpnia uda mi się przeczytać wszystkie 7 tomów. A nawet jeśli nie, to trudno, ale chcę je przeczytać jeden za drugim od teraz. A po zakończonej książce obejrzę film. Pierwszą i trzecią część filmową znam niemal na pamięć, drugą i czwartą trochę słabiej. Ale "Zakon Feniksa" widziałam ledwie dwa czy trzy razy, a już "Księcia Półkrwi" i "Insygnia Śmierci" tylko raz, nad czym ubolewam i obiecuję poprawę. 
Kilka tygodni z Harrym Potterem czas zacząć! :)

środa, 6 lipca 2016

Recenzja #1: Stephen King "Rose Madder"


     Nigdy nie ukrywałam i ukrywać nie będę, że Stephen King jest moim ulubionym autorem książek. Staram się być wobec jego powieści obiektywna, ale nie zawsze mi się udaje, jak w przypadku "Cujo", w którym widziałam wady i próbowałam samą siebie przekonać, że to nie było aż takie dobre, ale zwyczajnie się nie da. Uwielbiam styl pisania Kinga, uwielbiam to co tworzy, uwielbiam to jak działa na moją wyobraźnię i jak plastyczne są opisy w jego książkach. 

    "Rose Madder" to powieść o Rose Daniels, która po czternastu latach mieszkania z okrutnym, psychopatycznym mężem, Normanem, w końcu postanawia wyrwać się z koszmarnego życia i pewnego dnia po prostu wychodzi z domu i wyjeżdża do innego miasta, w którym powoli zaczyna układać sobie życie. W jednym z kantorów Rosie widzi obraz zatytułowany "Rose Madder". Tymczasem za kobietą podąża jej mąż. 

      Z "Rose Madder" wcale nie było inaczej niż z jakąkolwiek inną powieścią Kinga. Zakochałam się. Ta książka stała na mojej "kingowej półce" już od dłuższego czasu, kupiona kiedyś na przecenie w Biedronce, ale nie miałam ochoty się za nią zabierać. Wolałam przeczytać dobry horror, albo kryminał czy fantastykę, a nie taki "kobiecy thriller". Nie dajcie się zwieść - poza faktem, że jest w tej książce dużo kobiet, wcale nie jest kobieca. Wzięłam tą powieść bo chciałam coś lżejszego na weekend spod pióra mojego ulubionego autora, a dostałam dobry i mocny thriller.


     King świetnie zarysował portret psychologiczny głównych bohaterów. Książka nie jest aż tak długa, żeby miał miejsce na opisanie każdego, nawet mniej ważnego (jak na przykład w "Sklepiku z marzeniami"), jednak i tak podczas czytania miałam wrażenie, że znam wszystkie postaci, które się tam przewijają. Co do głównej bohaterki Rosie, doskonale widać jej przemianę na kartach tej powieści. To jak się rozwija, jak coraz lepiej daje sobie radę w świecie, po piekle, jakie zafundował jej mąż. A Norman... cóż, w rozdziałach z jego perspektywy czułam się, jakbym wnikała do głowy psychopaty. Naprawdę aż chwilami mnie ciarki przechodziły, kiedy rozdziały były o Normanie. A były dosyć często - mniej więcej na zmianę z Rosie. Nie chcę nic nikomu zaspoilerować, ale, jeśli chodzi o Normana, najdziwniej się czułam czytając o nim, kiedy zaczął się wątek z maską byka. Nie wyjaśnię nic więcej, kto czytał ten wie, ale naprawdę... to było dziwne. 


     Obraz "Rose Madder", który kupuje Rosie, pomaga jej przeniknąć do innego świata, do świata namalowanego na płótnie. I nie jest to żaden wielki spoiler - dowiadujemy się tego już po przeczytaniu opisu z tyłu okładki. Ja czytałam książkę bez przeczytania opisu i, kiedy tylko pojawił się obraz od razu wiedziałam o co z nim będzie chodzić. Nie było więc efektu wow, ani wielkiego zaskoczenia. Wątek obrazu nie jest najważniejszy, ale myślę, że równoważny z główną fabułą. Opisy tego świata, do którego wkracza Rosie, są bardzo plastyczne, bardzo oddziałują na wyobraźnię. I, choć są dziwne (jak to u Kinga), to nie ma się najmniejszego problemu z wyobrażeniem sobie wszystkiego. 


     King jak to King, nie cacka się z czytelnikiem. Czytamy o morderstwach, o przemocy domowej. Są przekleństwa i fetysze. Nie wiem kto kiedykolwiek nazwał tą książkę kobiecym thrillerem. Są tam kobiety, jest przemoc domowa i wyzwalanie się z niej, ale to tylko czubek góry lodowej. Książka jest dla dorosłych odbiorców. Nie jest to najmocniejsza książka z repertuaru Kinga, ani nawet jedna z mocniejszych, ale nadal mocna. Nie brak w niej też tego specyficznego dla Kinga klimatu, tego, przez który, choć to tylko książka, rozglądamy się od czasu do czasu po pokoju z dziwnym niewyjaśnionym niepokojem. Nie ze strachem - wszak to tylko słowa pisane - ale z niepokojem. 
    A tak przy okazji - wspominałam, że nie jestem kochliwa? Chyba będę musiała to odwołać. Kocham Billa. Uwielbiam go. Jest cudownym facetem. Był jeden jedyny moment, kiedy mnie denerwował - pod koniec książki - ale też go rozumiałam, więc to nic takiego. I tak go kocham.

Oceniłam tą książkę na 7/10 gwiazdek w skali lubimy czytać, czyli na bardzo dobrą. Czegoś zabrakło mi w niej, żeby dać więcej. Może portretów psychologicznych każdej napotkanej osoby - liczyłam trochę na to, że dowiemy się czegoś więcej o tym, co przeżywały wcześniej przyjaciółki Rosie z terapii. A może czegoś innego. Nie do końca wiem. Ale i tak była naprawdę świetna. I myślę, że byłaby całkiem dobra na rozpoczęcie przygody z Mistrzem grozy dla osób o słabszych nerwach. Może innym razem napiszę co uważam za najlepsze książki z dorobku Kinga - te najstraszniejsze z najstraszniejszych - ale nie każdy lubi mocny horror. A to było naprawdę dobra lektura, trochę mocna, trochę niepokojąca, ale bez wielce szokujących opisów i czytaniu z szeroko otwartymi oczami. Ale nie kobieca, zdecydowanie nie. 

piątek, 1 lipca 2016

Disney Book TAG

Witam!
Jako, że uwielbiam bajki (a ponoć człowiek dorosły ;)), piosenki Disney'a i książki, to idealnym połączeniem wydaje się być zrobienie Disney Book TAG ;) Zapraszam.


1. Książka, dzięki której zacząłeś inaczej postrzegać świat
To trudne pytanie, bo właściwie każda książka coś tam zmienia w naszym życiu (każda dobra książka) i ciężko jednoznacznie stwierdzić, po której zmieniło się najwięcej. Podam tu "Zieloną Milę" Stpehena Kinga, bo to bardzo mocna książka. Taka, która pokazuje, że czasem dobrzy ludzie są karani za coś, czego nie zrobili i nic nie da się z tym zrobić. Nie owija w bawełnę i nie stara się na siłę upiększyć rzeczywistości. 

2. Ulubiony czarny charakter
Ugh, nie lubię pytań o mojego ulubionego czarnego bohatera. Ale ok. Sadeas z serii "Archiwum burzowego światła" Brandona Sandersona. Bo wszystko co robi jest w jakiś sposób uzasadnione, nie jest zły dla samego bycia złym.

3. Książka, do której nie chciałaś się przyznać, że ją pokochałaś

"Przypadkowy mężczyzna" Philippa Bessona. To romans dwóch homoseksualnych mężczyzn i rozpad małżeństwa jednego z nich. Jak nie lubię takich czystych romansów, gdzie miłość jest najważniejsza w całej książce, tak tą książkę naprawdę polubiłam, do czego nie umiałam się przyznać. Wszak nie mamy najbardziej tolerancyjnego społeczeństwa na świecie.

4. Postać, której nie mogłaś znieść
Nie przepadam za całym "Hopeless" Colleen Hoover, ale najbardziej irytował mnie tam Holder. Ja wiem, że ostatecznie wszystkie jego dziwne zachowania się wyjaśniają... ale tak czy siak nie mogłam gościa przetrawić. Działał mi na nerwy. 


5. Książkowy świat, w którym chciałabyś żyć
Nie będę oryginalna jeśli powiem, że chciałabym żyć w Hogwarcie, ale któż by nie chciał :) 
Poza tym, gdybym mogła nie tyle tam żyć, co po prostu zwiedzić świat, to chętnie przeniosłabym się na jakiś czad o uniwersum z "Archiwum Burzowego Światła" Sandersona. Jest tam tyle cudownych zwierząt i zjawisk, że naprawdę chciałabym je wszystkie zobaczyć na własne oczy. 

6. Książka na lato
Cóż, według wielu książka na lato powinna być lekka, łatwa i przyjemna, a ja niewiele takich książek czytam. Jedna z takich to wszystkie części "Opowieści z Narnii" C.S. Lewisa. A z takich bardziej młodzieżówek, to "Beta" Rachel Cohn.

7. Bohater, którego byś poślubiła, gdybyś mogła
Już chyba gdzieś wspominałam, że nie jestem specjalnie kochliwa, więc ciężko mi kogoś tutaj wybrać, ale chyba zdecyduję się na Adolina z "Archiwum burzowego światła" Sandersona. Adolin to taki fajny chłopak, miły, sympatyczny. Uraził wiele kobiet, ale te dziewczyny były przewrażliwione ;) Mnie nie tak łatwo obrazić, a Adolina lubię, więc pewnie byśmy się dogadali.

8. Książka, która zmieniła moje życie
Myślę, że "Lassie, wróć!" Erica Knighta, ponieważ to dzięki niej pokochałam czytanie jako dziecko. Tzn. lubiłam książki już wcześniej, za sprawą mojej mamy, ale to "Lassie, wróć!" sprawiła, że chciałam czytać sama i więcej :) A drugą taką książką będzie "Malowany człowiek" Petera V. Bretta, bo to dzięki niemu zaczęłam czytać dużo, a nie jedną książkę na miesiąc, a czasem nawet żadnej. 

9. Książka, którą chciałabym przeczytać ponownie po raz pierwszy
Jest dużo takich książek. "Droga królów" Sandersona, "Zielona Mila" Kinga, "Harry Potter" J.K. Rowling i pewnie mogłabym tak jeszcze kilka wymienić.

10. Książka ze swego rodzaju monarchią
Cóż, emm... hm... nie wiem. W "Archiwum burzowego światła" jest monarchia, a także w "Oku smoka" Stephena Kinga, ale czy są one jakieś szczególne? Ciężko mi coś tutaj dopasować.

11. Książka, z piękną, kolorową okładką
Cóż, kolorowych okładek na mojej półce za bardzo nie widzę, ale jest kilka, które bardzo mi się podobają;





Emoji Book TAG


Pomyślałam, że dobrze by było w oczekiwaniu na bookathon zrobić jakiś TAG książkowy, więc poszperałam co nieco w blogosferze i znalazłam taki, który wydaje mi się fajny :) Tak więc zapraszam.

1. Broken Heart - książka, która złamała mi serce
To nie będzie chyba jakimś ogromnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że serce złamała mi "Zielona Mila" Stephena Kinga. Przez większość książki byłam zszokowana i smutna, ale zakończenie ostatecznie mnie dobiło. To niewątpliwie jedna z lepszych, przeczytanych przeze mnie książek Mistrza.

2. Loudly Crying Faces - książka, której zakończenie mnie wzruszyło
Przy tym pytaniu musiałam się sporo nagłówkować, żeby nie podawać po raz kolejny "Zielonej Mili", która niewątpliwie mnie wzruszyła. Myślę,że do tej kategorii, mogę dopasować również "Światło, którego nie widać" Anthony'ego Doerra. 

3. Face with Tears of Joy - książka, przy której płakałam ze śmiechu
I przy tym pytaniu powinnam chyba nadmienić, że łatwo mnie rozbawić, ale jednocześnie nie czytam śmiesznych książek. Książki, w których niektóre dialogi bohaterów mnie śmieszą, owszem, ale książki same w sobie utrzymane w takim zabawnym stylu raczej się mnie nie trzymają. Dlatego też na siłę dam tutaj serię "Darów Anioła" Cassandry Clare, ze względu na niektóre teksty Jace, które naprawdę potrafiły mnie rozbawić.

4. Face Screaming in Fear - książka, która mnie zszokowała
Tutaj najchętniej znowu dałabym "Zieloną Milę", ale nie chcę się powtarzać. Jednak nie opuszczę tematyki książek Stephena Kinga i podam tutaj opowiadanie tego autora pt. "Zdolny uczeń", które znajduje się w zbiorze opowiadań "Cztery pory roku". Zdecydowanie książka o chłopcu zafascynowanym przeszłością swojego sąsiada, który okazuje się być ukrywającym się pod fałszywą tożsamością nazistą mnie zszokowała. I to, do czego relacja chłopca i tego starszego człowieka doprowadziła.

5. Smiling Face with Horns - ulubiony czarny charakter
To trudne pytanie dla osoby, która raczej nie lubi czarnych charakterów ;) Gdyby to był TAG serialowy to dałabym Crowley'a z Supernatural. Ale trzymajmy się tematyki książkowej. Mogę napisać tutaj o Sadeasie z serii "Archiwum Burzowego Światła" Brandona Sandersona. Nie powiedziałabym, że go lubię,ale jest on moim ulubionym czarnym charakterem. Sprzeczność? Niekoniecznie. Lubię Sadeasa, bo nie jest zły dla samego bycia złym "bo tak". Ma jakiś cel i w jego własnych oczach to co robi, jest uzasadnione. Niekoniecznie dobre, ale uzasadnione. Ma charakter, dobrze się o nim czyta i, choć nie lubię go jako osoby, to w pewnym sensie go rozumiem. Nie pochwalam jego uczynków, ale po prostu Sadeas jest dobrze wykreowanym bohaterem. I tak, na jakiś sposób go lubię.

6. Recreational Vehicle - książka, której bohaterowie dużo podróżowali
"NOS4A2" Joe'go Hilla. W pewnym sensie bohaterowie dużo tutaj podróżowali. Po magicznych mostach. Na magicznych rowerkach i skuterach. Magicznym samochodem. Do magicznej Krainy Bożego Narodzenia. Brzmi przyjemnie?
Zdecydowanie tak nie jest, ale czego spodziewać się po książce syna Stephena Kinga. Świetne, po prostu świetne.

7. Full Moon Symbol - książka, w której występują wilkołaki
Nie przeczytałam takich książek zbyt wiele, a już w ogóle w ciągu ostatnich lat. Wilkołaki ostatnio się mnie trzymały jakoś w gimnazjum, kiedy to czytałam "Zmierzch" Stephanie Meyer a także trylogię "Drżenie" Maggie Stiefvater. Przy czym to drugie wspominam całkiem miło i może kiedyś sobie do tego wrócę, kiedy będę miała ochotę na mniej ambitną lekturę.

8. Open Book - książka, której nie możesz dokończyć
Jest kilka książek, których przeczytałam kilka stron i odłożyłam, bo nie miałam na nie ochoty, ale były okej. Wrócę do nich kiedyś. Ale książką, którą podczytuję po kilka stron jest "Kubuś Puchatek" A.A. Milne. Jest to przyjemna, dziecięca książeczka, którą otworzyłam z zamiarem przyjemnej lektury na jeden wieczór, powrót do lat dzieciństwa, a siedzę nad nią już dwa miesiące. To dziwne, ale naprawdę nie mogę przebrnąć przez ulubioną książkę lat mojego dzieciństwa. Nie zmienię o niej zdania, wszak ma się ona podobać bardziej dzieciom niż dorosłych, a kiedy miałam 7 lat uwielbiałam ją.Po prostu chyba jestem za stara. Albo moje wewnętrzne dziecko nie może się obudzić.

9. Christmas Tree - idealna książka na święta
Jakby ktoś chciał zabić w sobie ducha świąt, to polecam "NOS4A2" Joe'go Hilla. A jeśli lubicie święta, to cóż... z tym chyba nie do mnie. Nie czytałam tych 12 świątecznych opowiadań, nie czytałam Johna Greena i raczej nie zamierzam czytać. Cóż, może Harry Potter. Tam w końcu było trochę o świętach. 

10. Wedding - książka z pięknym ślubem
Siedzę i tak myślę czy ja kiedykolwiek przeczytałam książkę, w której był ślub? Na dodatek piękny? Nie bijcie, po prostu w kryminałach, horrorach, thrillerach i fantasy rzadko kiedy są śluby. Może gdzieś kiedyś zabili jakąś pannę młodą czy księdza jakiego, ale co w tym pięknego? To pytanie będzie musiało zostać bez odpowiedzi, bowiem na chwilę obecną żadnego ślubu nie kojarzę. 

I tym optymistycznym bezślubnym akcentem zakończę ten TAG :D Mam nadzieję, że się podobało.
Pozdrawiam i zaczytanego weekendu życzę! 

środa, 29 czerwca 2016

Wrap Up #1: Czerwiec 2016

Było... kiepsko. W czerwcu nie miałam jakoś wiele czasu, a na czytanie jeszcze mniej. Rzadko miałam okazję usiąść na kilka godzin i coś przeczytać. Dlatego też przeczytałam... dwie książki. Tak, tak, wiem, to raczej marny wynik. Nie jestem osobą, która czyta po 20 książek miesięcznie, ale zawsze staram się przeczytać ich trochę, z 5 chociaż jak nie mam czasu na więcej. Ale dwie to koszmarnie mało. Ale przejdźmy do Wrap Up'u.

Po pierwsze, jakoś na początku czerwca przeczytałam pierwszą część z Archiwum Burzowego Światła, czyli "Drogę królów" Brandona Sandersona. To perełka, istna perełka. Oceniłam ją 9/10 w skali Lubimy Czytać. Książka miała 960 stron i to być może nieco usprawiedliwia to, że trochę się przy niej zastałam, szczególnie, że nie miałam czasu i czytałam po 50 stron dziennie, a czasem nawet wcale.
Drugą przeczytaną przeze mnie w czerwcu książką są "Słowa światłości", czyli druga część Archiwum Burzowego Światła tego samego autora. Nie mogłam się powstrzymać po "Drodze królów", żeby nie sięgnąć po kolejną część. Co prawda myślałam, że wszystko potoczy się trochę inaczej, ale szybko przestawiłam się na ten tor, który obrał Brandon Sanderson i czytało mi się świetnie. Tą książkę oceniłam na 10/10 w skali Lubimy Czytać.

To są książki, które przeczytałam w całości. Poza tym zaczęłam czytać pierwszą część Opowieści z Narnii, czyli "Lwa, Czarownicę i Starą szafę" C.S. Lewisa, tyle, że w wersji angielskiej. Dziś 29 czerwca, może uda mi się do jutra ją skończyć, bo nie zostało mi już dużo do końca. Mój problem polega na tym, że po angielsku czyta mi się dobrze, nie mam problemu ze zrozumieniem zdań... ale czytam koszmarnie wolno. A literki w moim wydaniu są małe. Z bliska widzę dobrze, ale w pewnym momencie wielkość liter sprawia problem nawet osobie z sokolim wzrokiem.
Poza tym przeczytałam jakieś 50 stron z "Królowej cieni", czyli czwartego tomu "Szklanego tronu" Sarah J. Maas... ale póki co odłożyłam tą książkę na bok. Lubię "Szklany tron", cały ten wykreowany świat, bohaterów i fabułę, ale nie mam teraz na to ochoty. Wolałam wrócić sobie na jakiś czas do Narnii. Poza tym w przyszłym tygodniu zaczyna się bookathon, a nie sądzę, żebym przeczytała "Królową cieni" w tym tygodniu, więc musiałabym ją na tydzień odłożyć. Przy Narnii po prostu skończę tą część, na której będę, bo są one dosyć krótkie i zabiorę się za bookathon, którego, nawiasem mówiąc, nie mogę się doczekać :)
Poza tym mam nadzieję, że uda mi się napisać recenzję "Opowieści z Narnii". Nie wiem tylko czy napiszę recenzję od razu całej serii (wszystkie części mam w jednej książce), która jest przepięknie wydana, czy każdej po kolei. Jeszcze się zastanowię.

Tak więc w czerwcu przeczytałam 1920 stron z książek przeczytanych w całości + jakieś 100 z tych, które zaczęłam, ale tego teraz nie liczę. Te dwie przeczytane książki dają mi 14 cm do wyzwania Przeczytam tyle ile mam wzrostu, czyli na chwilę obecną mój stosik ma 53 cm. Będę potrzebować jeszcze 121 cm. Cóż, słaba nadzieja, żeby się udało. Chyba, że będę czytać same cegiełki. Biorąc pod uwagę oczekującego na mnie Martina... jest to całkiem realne ;)
Pozdrawiam!

wtorek, 28 czerwca 2016

25 bookish facts about me

Hej, jestem Ana i witam was w Książkowni :) Niedługo zaczyna się bookathon, jeśli ktoś nie wie o co chodzi to odsyłam do filmu Anity z Book Reviews - https://www.youtube.com/watch?v=4otkIXiKyCM . Korzystając z tego stwierdziłam, że to dobry pretekst do tego, żeby w końcu założyć bloga. Podam niedługo mój TBR na bookathon, ale zanim to zrobię, wolałabym lepiej się przedstawić, dlatego też poniżej zobaczycie 25 książkowych faktów o mnie, czyli 25 bookish facts about me (zangielszczajmy wszystko, to takie fajne!).

1. Rzadko kiedy nienawidzę jakiejś książki, albo naprawdę ją kocham.
Tak, to prawda. Ciężko doprowadzić mnie do tak skrajnych emocji jak nienawiść albo miłość. W ogóle mało kochliwa jestem. Jeśli chodzi o nienawiść... cóż, tu też jest ciężko. Ja z reguły czytam i nawet jeśli się wściekam, albo raduję, podczas lektury, to potem po przemyśleniu stwierdzam, że ta książka nie była aż tak okropna, albo aż tak świetna jak mi się wydawało. Było może kilka książek, których szczerze nienawidzę i kilka, które kocham, ale naprawdę rzadko się to zdarza.
2. Dobieram zakładkę do książki.
Tak. Lubię, jak zakładka pasuje kolorystycznie lub tematycznie do książki. Jeśli nie mam zakładki, która pasowałaby do książki... zwyczajnie jej nie zakładam. Albo zakładam byle jaką i się wściekam.
To już chyba jakiś fetysz.
3. Rzadko zakochuję się w bohaterach.
Wspominałam, że nie jestem kochliwa? Naprawdę nie jestem. Nie wiem czy mam jakiegokolwiek książkowego męża. Owszem, lubię niektórych bohaterów bardzo mocno, ale nie jestem osobą, która się w nich na swój sposób zakochuje. Miałam swego czasu małą manię na punkcie Aleca z "Darów Anioła", ale to też było dosyć krótkie i burzliwe ;) Na dzień dzisiejszy bardzo Aleca lubię, ale nie nazwałabym go książkowym mężem.
4. Nie czytam romansów.
A w każdym razie bardzo, bardzo, BARDZO mało. Ja i romanse kompletnie się nie lubimy. I tak, żebyśmy się dobrze zrozumieli - nie chodzi o to, że w ogóle nie lubię romantycznych wątków. Nie przeszkadzają mi, póki nie opiera się na nich cała fabuła. Fabuła powinna być o czymś innym, a romans gdzieś tam w tle wpleciony. Nie będę też tęsknić, jeśli romansu nie będzie w ogóle (wiwat Stephen King!). Ale z typowymi łzawymi romansami jest mi bardzo nie po drodze. Bardzo bardzo.
5. Lubię e-booki.
Być może jestem ewenementem wśród książkocholików, ale ja naprawdę lubię czytać e-booki. Nie chodzi nawet o to, że czytnik jest bardzo mobilny, a e-booki tańsze. Mi po prostu odpowiada elektroniczna forma książek. Ostatnio czytam ich nawet zdecydowanie więcej niż papierowych. Jednak to wcale nie zmienia faktu, że lubię tradycyjne książki. I nie przeszkadza mieć ich sporej ilości na półkach.
6. Nie oceniam książki po okładce, ale lubię ładne okładki.
To się chyba wzajemnie wyklucza? Ale taka prawda. Jeśli chcę przeczytać książkę, a ma ona paskudną okładkę - dobra, okej, w porządku, kupuję tak czy inaczej. Ale najpierw przeszukam wszystkie możliwe źródła w poszukiwaniu innego wydania. Jeśli nie znajdę - trudno. Jak znajdę, świetnie. Ale w księgarni z reguły pierwsze, po czym wybieram książkę do zdjęcia z półki, jest właśnie okładka. I to czy mi się podoba.
7. Czytam po kilka minut.
Nie muszę usiąść do książki na długie godziny. Owszem, jest to bardzo przyjemne, kiedy można usiąść wygodnie, wziąć kubek dobrej herbaty/kawy/wina/piwa czy co tam jeszcze lubicie i czytać przez pół dnia (lub nocy).  Ale nie zawsze można sobie na ten luksus pozwolić. W takich dniach, kiedy nie mam na czytanie zbyt dużo czasu, czytam kiedy tylko się da. Robię obiad i, kiedy wszystko już zaczyna "samo" się gotować, staję sobie obok kuchenki i czytam ze dwie strony. Potem mieszam obiad, a potem znowu trochę czytam. Potem czytam przy obiedzie (o ile książkę mam na czytniku - przy papierze nie jem). Czytam w autobusie, w wannie, kiedy na kogoś czekam, kiedy za chwilę muszę wyjść, ale mam jeszcze 2 minuty. W ten sposób czytam o wiele więcej, niż gdybym czekała tylko na te kilka godzin wolnego czasu.
8. Układam książki na półce. 
Co w tym dziwnego? - zapytacie. A no to, że na największej biblioteczce układam je kolorystycznie, od największej do najmniejszej. Na półce obok układam długaśne serie, oraz książki tych autorów, których mam bardzo dużo, ale nie tworzą jednej serii. A tak na leżąco na jedne kupce układam te książki, do których już nie wrócę i średnio mi się podobały, a na kupce obok układam te nieprzeczytane, bądź takie, do których jeszcze wrócę. A na najwyższej, honorowej niemal półce, mam swoje ulubione książki fantasy. I "Grima", którego położyłam tam jakiś czas temu i do tej pory nie zmobilizowałam się, żeby wejść na pufę i go zdegradować do tych "zwykłych" książek. Może jak pokocham nową serię fantasy i nie będę miała na nią miejsca.
9. Nie umiem czytać w nocy.
Nie ważne jak porywające i niesamowite są wydarzenia w książce - jeśli jest po północy, ja po prostu usypiam. Zawsze.
10. Mam lektury. Jeszcze.
Kiedy chodziłam do technikum miałam poczucie obowiązku dotyczące kupowania lektur. I tak teraz mam na półkach klasyki, których nawet nie lubię. Z kolorowymi karteczkami i notatkami mojej wspaniałej pani od polskiego.
11. Mam problem z kończeniem serii.
Ogromny problem. Nie wiem z czego to wynika, ale naprawdę nie potrafię skończyć konkretnych serii, choć ostatnie tomy czekają. I czekają. I czekają.
12. Czasem odkładam książkę, bo nie mam na nią ochoty, a potem do niej nie wracam.
I nie chodzi o to, że ta książka była zła. Po prostu nie miałam ochoty na horror, tylko na fantasy. Albo na kryminał. I odłożyłam świetną książkę, bo nie byłam w nastroju... A potem stwierdzam, że skoro odłożyłam, to pewnie była słaba. I tak leży.
13. Nie łamię grzbietów, nie zaginam rogów, nie piszę po książkach.
Ale nie mam nic przeciwko kupieniu używanej książki, która ma tego typu ślady użytkowania. Jasne, wolę nową książkę, ale kiedy mam kupić książkę za 100zł tylko dlatego, że jest po angielsku i na empiku, albo za 30 używaną i lekko zniszczoną... no to cóż, wolę tą tańszą (opowieść z życia wzięta. Naprawdę. Opowieści z Narnii po angielsku w zbiorczym wydaniu na empiku chodzą po prawie stówę. A ja kupiłam za 30. Leciuteńko zalaną herbatą i to nie na stronach a tylko poleciało po grzbiecie kartek. Prawie tego nie widać. Przebitka straszna).
14. Dobry zwyczaj - nie pożyczaj.
Pożyczam mamie, tacie, bratu, bratowej - ogólnie szeroko pojętej rodzinie. Ale znajomym naprawdę rzadko. Zwyczajnie zbyt często tych książek już nie odzyskałam.
15. Boję się klaunów.
Po więcej wyjaśnień odsyłam do powieści Stephena Kinga "To". Arcydzieło. Straszne, ale arcydzieło.
16. Nie lubię historii.
Ale lubię książki obsadzone w klimatach średniowiecznej Europy wraz ze wzmiankami na temat tego kto gdzie jak i dlaczego. Historycznymi wzmiankami. I z datami.
Ale historii nadal nie lubię.
17. Lubię zimę.
Tak, dlatego, że mogę zakopać się w kołdrze, przygotować hektolitry herbaty albo kakao i czytać. Ale głównie dlatego, że po południu jest ciemno, a w czytniku mam podświetlenie. I mam w nim Kinga. A horrory lubię czytać w zimę. I po ciemku.
A potem narzekam, że boję się klaunów.
18. Lubię żółte kartki.
Chyba nie muszę wyjaśniać. Białe odbijają światło. I są takie... białe. A najlepsze są książki stare, z żółtymi stronami. Więc najlepiej mieć nową książkę z żółtymi stronami, to oczywiste.
19. Nie lubię czytać na ilość, ale biorę udział w ilościowych wyzwaniach.
Przeczytam 52 książki w 2016 roku, Przeczytam tyle ile mam wzrostu, Bookathon 2016. Wyznaczam sobie cele. Mówię, że przeczytam tyle a tyle książek. I potem czytam. Ale niekoniecznie tyle.
Ale cel jest, a ja lubię wyznaczać sobie cele.
20. Nie lubię bibliotek. Bibliotekarek.
Głównie dlatego, że mam daleko. Ale też dlatego, że jak przetrzymam choćby o jeden dzień, to potem boję się iść oddać. W dzieciństwie jedna pani bibliotekarka okrzyczała mnie za przetrzymanie książki. A teraz cóż, mam traumę.
Dorosły człowiek niby, a takich głupot się boi. Ale w sumie i tak wolę mieć książki na własność.
21. Kiedy czytam, to nikt ani nic mi nie ma przeszkadzać.
Nie mówię tu o czytaniu przez kilka minut, a o tych chwilach, kiedy się rozsiadam na kanapie i czytam. Wtedy naprawdę łatwo mnie zdenerwować. Każdym hałasem, rozmową w innym pokoju, a już w ogóle włączaniem telewizora.
Tak, jestem nadwrażliwa.
22. Nie namawiam innych do czytania.
Ja czytam, a inni uprawiają sport. Nie lubię jak ktoś mnie namawia do uprawiania sportu, więc nie namawiam innych do czytania. Proste.
23. Rzadko kupuję książki w stacjonarnych księgarniach i empikach.
Lubię kupować książki na Allegro, na tych wszystkich dyskontach książkowych, na Matrasie i czasem też w Świecie Książki. Poza tym na wszelkich Virtualo i Woblink. W Empiku nie kupuję czy stacjonarny czy internetowy. Do stacjonarnych księgarń nieraz zaglądam i patrzę co ciekawego mają, ale rzadko z czymś wychodzę. W internecie jest taniej. Wolę iść, ogarnąć tytuły, a potem wrócić do domu i zamówić po lepszej cenie.
24. Jak kupuję to czytam. W papierze.
Stosik książek nieprzeczytanych drastycznie zmalał. Naprawdę. Zostało tam raptem 5 książek, a dwie z nich planuję przeczytać podczas bookathonu.
Ale na czytniku mam 10... 20... 30? 50? Więcej (?) nieprzeczytanych pozycji.
25. Znam angielski. Czytam po angielsku.
Ale tylko książki dla dzieci i młodszej młodzieży :P

Doszliśmy do końca, a ja wymyślałam w trakcie pisania, więc to mistrzostwo, że tyle na poczekaniu wymyśliłam. Nie wiem jak bardzo standardowym czytelnikiem jestem, albo niestandardowym. Właściwie to chyba każdy jest niestandardowy.
W każdym razie czegoś się o mnie dowiedzieliście, a o to tu chodziło.
Pozdrawiam!